Piątek [16.10.2009, 16:08]
Pora wianków niestety minęła, prawie pół roku temu - a szkoda, bo to mój ulubiony moment w Kole Roku. Cóż, będę musiał poczekać cały rok na kolejną Kupałę.
O cudach natomiast słychać ostatnio prawie codziennie i nie chodzi o żadne "cuda" PO, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partyji. Chodzi mi o rzekome cuda religijne, dziejące się przeważnie w religii chrześcijańskiej i - jak ostatnio w Dagestanie - w muzułmańskiej.
Cóż.. Jako politeista nie neguję tego, że cuda mogą dziać się naprawdę. Oceniam je jednak zupełnie inaczej, niż chrześcijanie; bowiem dla mnie Jahwe - jeżeli istnieje - jest tylko jednym z wielu Bóstw, z różnych powodów polityczno-religijnych przedstawianym przez wyznawców jako Jedyny Bóg.
Bóstwa, jak to Bóstwa - są potężniejsze od nas i spokojnie mogą czynić takie lub inne rzeczy. Mogą np. znać przyszłość, więc jak najbardziej rozmaite "proroctwa" z różnych ksiąg mogą się sprawdzać - po prostu Bóstwo może nie być objęte ograniczeniami wynikającymi z czasoprzestrzeni (przyczynowością chociażby) i widzieć jej obszar także POZA tzw. stożkiem światła (ang. light cone).
Niewykluczone, że rzekoma przemiana Hostii w ludzkie ciało jest możliwa; dla mnie jednak świadczy to tylko o tym, że istnieją siły władne to zrobić, a nie, że są to siły, do których powinienem się modlić czy na których ścieżkę powinienem się "nawrócić". Nie znaczy to także, że są to jedyne siły, ani nawet, że chcą mojego dobra (nie twierdzę, że chcą mi zaszkodzić, ale nie mogę też być tego pewnym).
Poza tym - jak by na to nie patrzeć - ofiara eucharystyczna jest przykładem MAGII CEREMONIALNEJ, z inwokacją do istoty wyższej (Bóstwa). To, że taki rodzaj magii jest dopuszczony przez Kościół katolicki, a inne są potępione (magia naturalna, magia z odwołaniami do innych Bóstw, duchów zmarłych czy demonów, itp), nie zmienia jej magicznego charakteru. Dodatkowo, kapłan (ksiądz) prosi przy tym Boga, aby wstąpił w coś, co jeszcze przed chwilą było zwykłym kawałkiem opłatka i uświęcił takowy swoją obecnością. My podczas swoich rytuałów przywołujemy Bogów, ale nie prosimy, aby wstąpili w ofiarowany im chleb czy miód - ale cóż, co religia, to obyczaj, szanuję to.
Tak czy inaczej, mamy tu rytuał przemienienia, jak dla mnie - dość okropny. Wystarczająco okropny, aby zniechęcić mnie do konwersji na katolicyzm, gdybym się wahał. To, że jako rodzimowierca, który swoją wiarę wybrał świadomie, się NIE waham, to też inna sprawa.
Wreszcie - jakakolwiek wiara nie zwalnia nikogo ze sceptycyzmu. Rodzimowierca czy katolik powinien być tak samo sceptyczny wobec cudów, jak ateista czy agnostyk, tyle że my, wyznawcy takich czy innych religii, nie negujemy samej możliwości występowania zjawisk mało zrozumiałych i przypisywanych siłom nadprzyrodzonym.
Możliwość faktu nie oznacza jednak samego FAKTU; komisja złożona tylko z ludzi Kościoła katolickiego nie jest dla mnie zbyt wiarygodna, choć przyznam, że i sam Kościół ma coraz więcej sceptycyzmu wobec relacji o rzekomych cudach - cóż, przejechali się na Medjugorje; nikt nie lubi odwoływać swoich słów...
Na koniec, zastanawiające jest, PO CO lewantyńsko-jerozolimskie Bóstwo IHWH miałoby robić tego rodzaju "cuda"? Żeby pokazać swoją moc? Dla mnie to trochę niepoważne - to tak, jakbym poszedł do piaskownicy udowadniać dzieciom, że jestem od nich silniejszy.
Nie bójmy się zapytać wprost: zy to Bóstwo boi się czegoś? Np. odpływu wiernych? Chce pokazać swoją wyższość? Tylko w czym? Inni Bogowie, np. nasi słowiańscy, nie czynią takich widocznych znaków, bo zwyczajnie NIE MUSZĄ. Osobiście czuję, że Bogowie wspierają mnie w codziennym życiu i mi to wystarcza.
Gdy proszę Ich o dostatnie życie, dostaję więcej zapału do pracy. Gdy proszę o siłę, dostaję więcej zapału do ćwiczeń fizycznych i mierzenia się z trudnościami. I tak to działa - w zgodzie z Naturą. Domeną Bogów jest Przyroda i nie po to Jej prawa są takie, a nie inne, aby je naciągać, podważać czy omijać. Dlatego tym bardziej nie rozumiem obcego mi Bóstwa, choć staram się je szanować.
komentarzy
Czwartek [10.09.2009, 21:37]
W pierwszej dekadzie Września, 9 dni po pierwszej Inwazji i na 7 dni przed kolejną, wypada zrobić jedno - złożyć hołd Polskim Bohaterom, tym, którzy bronili naszej Ojczyzny przed nazi-niemiecką i sowiecką nawałą.
Kampania Wrześniowa BYŁA klęską, ale nie należy patrzeć na Nią tylko przez pryzmat klęski; był to bowiem okres wielkiej, heroicznej walki w całej Polsce, od Kresów po Pomorze i mocno okrojony w Traktacie Wersalskim ze słowiańskich ziem Zachód (wszak Szczecin - gród Trygława, Wrocław itp. to grody rdzennie słowiańskie z pochodzenia).
Miliony Polaków walczyły z Niemcami, zadając im ogromne straty. Walki przeciw Sowietom były równie zacięte, ale jednak na mniejszą skalę, bo dowództwo zakazało większej konfrontacji.
Tym Polskim Bohaterom - niezależnie od ich wyznania, poglądów politycznych, pochodzenia etnicznego i jakichkolwiek innych cech, złóżmy Hołd. Tak rodzą się Bohaterowie i - nie bójmy się tego słowa - Bogowie (przynajmniej niektórzy). Sławmy naszych Obrońców, ludzi, którzy ze zwyklych jednostek stali się Wielkimi.
- Polscy Bohaterowie Września 1939 , stańcie do Apelu!
A oto ilustracja muzyczna:
40:1 (Sabaton)
Bóg Wojny (Honor)
PS. nie jestem fanem poglądów Szczerego i ogólnie poglądów grupy Honor, ale uważam, że ten utwór świetnie pasuje do tematyki Apelu Poległych.
"Oni stoją tuż przed nami,
Ich dusze tutaj są.
Coraz większy płonie ogień,
Coraz silniej bije dzwon!"
komentarzy
Czwartek [10.09.2009, 21:19]
Zdanie Kościoła katolickiego jest mi generalnie obojętne, bo jestem rodzimowiercą słowiańskim, wyznaję słowiańskich Bogów i nie drżę w strachu o to, że "duszpasterze" zatrzymają mi grzechy i pójdę do piekła. Natomiast jako konserwatysta często mam podobne poglądy, jak konserwatyści katoliccy, bo konserwatyzm jest podobny niezależnie od wyznania. Jestem pewien, że szintoistyczne "konserwy" z Japonii mają podobne zdanie w wielu sprawach.
Dla mnie in vitro to sprawa kontrowersyjna i to nie dlatego, aby miało to być "zabójstwo" bo ciężko o takowym mówić w przypadku kilkudniowych zarodków; wszak nie ma mózgu, nie ma innych organów, więc nie ma - jeszcze - człowieka.
Natomiast znacznie bardziej niepokojące jest dla mnie to, że in vitro może być wstępem do SZTUCZNEJ PRODUKCJI LUDZI. Jeszcze parę wynalazków tego rodzaju i okaże się, że w ogóle łono matki jest niepotrzebne - wystarczy połączyć jajeczko i plemnik metodą "in vitro" i zahodować w inkubatorze - po 9 miesiącach będziemy mieli krzyczącego głośno, małego człowieka. Chętnych na pewno nie będzie brakowało, bo w epoce pogoni za pieniądzem, łatwym seksem i ogólnie łatwym życiem dziewięć miesięcy ciąży jawi się wielu kobietom (oraz ich partnerom) jako niewyobrażalna mordęga. Więc gdyby para mogła oddać swoje komórki rozrodcze naukowcom i nie musiała się troszczyć o ciążę, to pokusa byłaby dla wielu nie do odparcia.
Świetna wizja? Moim zdaniem NIE. Bo co wtedy stanie się z Rodziną, z więzami rodzinnymi, uczuciowymi pomiędzy Matką a Dzieckiem? Nie mówiąć o tym, do jakich nadużyć będzie to mogło prowadzić. Weźmy np. hodowanie armii osób posiadających określone, zadane przez twórców cechy.
Takie istoty (ciężko je nazwać ludźmi) nie będą wiedziały, co to znaczy ojciec czy matka. Stosując dodatkowo manipulacje genetyczne i hormonalne, ich twórcy będą mogi uzyskać efekt podobny, jak w Ataku Klonów.
Nie chciałbym jednak zostać źle zrozumiany; NIE oskarżam technologii in vitro o to, że będzie prowadziła do klonowania i sztucznej produkcji ludzi; technologia to narzędzia, a narzędzia z zasady są niewinne, odpowiedzialność ponoszą ci, którzy z nich korzystają. Nie oskarżam także tych, którzy obecnie uczciwie pracują nad in vitro, aby pomóc bezpłodnym parom w posiadaniu własnych, genetycznych dzieci, których żadna adopcja nie zastąpi. I tu ostro nie zgadzam się z Kościołem katolickim.
Ostrzegam natomiast przed kierunkiem rozwoju dyktowanym przez wygodnictwo, gdyż prowadzi to do katastrofy. Przykładowo, w USA jest tylu grubych ludzi, bo fast food wydaje im się wygodny, podobnie jak jeżdżenie samochodem "od drzwi do drzwi".
A są to niewielkie problemy w porównaniu z tym, co mogłoby spowodować sztuczne hodowanie ludzi. Dlatego korzystając z dobrodziejstw in vitro, nie należy popadać w przesadny zachwyt nad tą techniką i w ogóle nad możliwością modyfikowania możliwości ludzkiego ciała wbrew Naturze.
Do wszystkich nowości typu in vitro czy klonowanie ludzi należy więc podchodzić ostrożnie; nie patrzeć na nie tylko przez pryzmat "korzyści", ale też zagrożen - dla Rodziny, Kraju, dla Przyrody i Jej praw. To nie Bogu czy Bogom wyrządzamy krzywdę, czyniąc zło, ale sobie samym i swoim dzieciom.
komentarzy
O cudach natomiast słychać ostatnio prawie codziennie i nie chodzi o żadne "cuda" PO, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partyji. Chodzi mi o rzekome cuda religijne, dziejące się przeważnie w religii chrześcijańskiej i - jak ostatnio w Dagestanie - w muzułmańskiej.
Cóż.. Jako politeista nie neguję tego, że cuda mogą dziać się naprawdę. Oceniam je jednak zupełnie inaczej, niż chrześcijanie; bowiem dla mnie Jahwe - jeżeli istnieje - jest tylko jednym z wielu Bóstw, z różnych powodów polityczno-religijnych przedstawianym przez wyznawców jako Jedyny Bóg.
Bóstwa, jak to Bóstwa - są potężniejsze od nas i spokojnie mogą czynić takie lub inne rzeczy. Mogą np. znać przyszłość, więc jak najbardziej rozmaite "proroctwa" z różnych ksiąg mogą się sprawdzać - po prostu Bóstwo może nie być objęte ograniczeniami wynikającymi z czasoprzestrzeni (przyczynowością chociażby) i widzieć jej obszar także POZA tzw. stożkiem światła (ang. light cone).
Niewykluczone, że rzekoma przemiana Hostii w ludzkie ciało jest możliwa; dla mnie jednak świadczy to tylko o tym, że istnieją siły władne to zrobić, a nie, że są to siły, do których powinienem się modlić czy na których ścieżkę powinienem się "nawrócić". Nie znaczy to także, że są to jedyne siły, ani nawet, że chcą mojego dobra (nie twierdzę, że chcą mi zaszkodzić, ale nie mogę też być tego pewnym).
Poza tym - jak by na to nie patrzeć - ofiara eucharystyczna jest przykładem MAGII CEREMONIALNEJ, z inwokacją do istoty wyższej (Bóstwa). To, że taki rodzaj magii jest dopuszczony przez Kościół katolicki, a inne są potępione (magia naturalna, magia z odwołaniami do innych Bóstw, duchów zmarłych czy demonów, itp), nie zmienia jej magicznego charakteru. Dodatkowo, kapłan (ksiądz) prosi przy tym Boga, aby wstąpił w coś, co jeszcze przed chwilą było zwykłym kawałkiem opłatka i uświęcił takowy swoją obecnością. My podczas swoich rytuałów przywołujemy Bogów, ale nie prosimy, aby wstąpili w ofiarowany im chleb czy miód - ale cóż, co religia, to obyczaj, szanuję to.
Tak czy inaczej, mamy tu rytuał przemienienia, jak dla mnie - dość okropny. Wystarczająco okropny, aby zniechęcić mnie do konwersji na katolicyzm, gdybym się wahał. To, że jako rodzimowierca, który swoją wiarę wybrał świadomie, się NIE waham, to też inna sprawa.
Wreszcie - jakakolwiek wiara nie zwalnia nikogo ze sceptycyzmu. Rodzimowierca czy katolik powinien być tak samo sceptyczny wobec cudów, jak ateista czy agnostyk, tyle że my, wyznawcy takich czy innych religii, nie negujemy samej możliwości występowania zjawisk mało zrozumiałych i przypisywanych siłom nadprzyrodzonym.
Możliwość faktu nie oznacza jednak samego FAKTU; komisja złożona tylko z ludzi Kościoła katolickiego nie jest dla mnie zbyt wiarygodna, choć przyznam, że i sam Kościół ma coraz więcej sceptycyzmu wobec relacji o rzekomych cudach - cóż, przejechali się na Medjugorje; nikt nie lubi odwoływać swoich słów...
Na koniec, zastanawiające jest, PO CO lewantyńsko-jerozolimskie Bóstwo IHWH miałoby robić tego rodzaju "cuda"? Żeby pokazać swoją moc? Dla mnie to trochę niepoważne - to tak, jakbym poszedł do piaskownicy udowadniać dzieciom, że jestem od nich silniejszy.
Nie bójmy się zapytać wprost: zy to Bóstwo boi się czegoś? Np. odpływu wiernych? Chce pokazać swoją wyższość? Tylko w czym? Inni Bogowie, np. nasi słowiańscy, nie czynią takich widocznych znaków, bo zwyczajnie NIE MUSZĄ. Osobiście czuję, że Bogowie wspierają mnie w codziennym życiu i mi to wystarcza.
Gdy proszę Ich o dostatnie życie, dostaję więcej zapału do pracy. Gdy proszę o siłę, dostaję więcej zapału do ćwiczeń fizycznych i mierzenia się z trudnościami. I tak to działa - w zgodzie z Naturą. Domeną Bogów jest Przyroda i nie po to Jej prawa są takie, a nie inne, aby je naciągać, podważać czy omijać. Dlatego tym bardziej nie rozumiem obcego mi Bóstwa, choć staram się je szanować.